Atrakcje cesarsko-królewskiego miasta pogranicza

Turystycznym szlakiem Strzyżowa wędrujemy od lat, to tu, to tam zostawiając swój ślad. W tym roku postanowiliśmy zacząć nasze zwiedzanie od spotkania z ziemią przemyską. I tak 18 kwietnia br. wczesnym rankiem wyruszyliśmy w drogę ku kolejnej przygodzie. Program przygotowany przez Majkę Zamorską zapewniał wiele atrakcji, które niejednemu nawet nie przeszły przez myśl. I co najważniejsze, napięty program zrealizowaliśmy co do okruszka, wracając do domu dopiero wieczorem do domu. Wyprawa jest udana, gdy sprzyja pogoda, a nam niebo tego dnia zaświeciło promieniami wiosennego słońca, dlatego pamiątkowe zdjęcia z miejsc wartych odwiedzenia wyszły pysznie. Był program, była pogoda i to co najważniejsze, byli ludzie, grupa miłośników zwiedzania z dobrym humorem, uśmiechem i błyskiem w oku, która zintegrowała się już na początku podróży, stanowiła kroplę przepełniającą tę pierwszą wyprawę Stowarzyszenia Zakorzenieni w kulturze.

Te trzy dobre znaki sprawiły, że z przytupem otworzyliśmy sezon wędrówek turystycznym szlakiem Strzyżowa. Co będzie kolejną wyprawą? Pomysł mamy, ale na razie zachowamy go w tajemnicy, do czasu aż zawiśnie kolejny plakat na naszej stronie. Dzisiaj za to jest dobry dzień, by wrócić pamięcią do wycieczki na Ziemię Przemyską.

Pierwsze nasze kroki skierowaliśmy do Pruchnika, gdzie podziwialiśmy drewnal i architekturę domów podcieniowych na rynku. Poranek był lekko mroźny, za to humory gorące, więc na zdjęciach co rusz pojawiały się roześmiane twarze.

Następnie autobus zawiózł nas do Tuligłowa, gdzie mieliśmy chwilę zadumy przy cudownym obrazie MB Niepokalanie Poczętej. Tam też wiedzie szlak św. Jakuba, którym wędrowały Majka z Alicją, więc były też ich wspomnienia z trudów podróży oraz wesołe anegdoty. Kolejnym przystankiem był przejazd do Siedlisk, a tam czekało nas zwiedzanie i historia fortu „Salis Soglio” Twierdzy Przemyśl. Ani się nie obejrzeliśmy, jak nadeszło południe.

Przejazd do Krównik był krótki, a tam poszliśmy szukać szachownicy kostkowatej. Spacer po rezerwacie florystycznym i fotografowanie pojedynczych kwiatów był ciekawym doświadczeniem poszukiwaczy nieznanego. W Przemyślu odbyliśmy krótki spacer od rynku z pomnikiem Szwejka ulicą Franciszkańską z pomnikiem Jaskuły do Muzeum Fajek i Dzwonów.

I nastąpił czas wolny na obiad. I deser, bo trafiliśmy tam na pyszne lody i desery w cukierni rzemieślniczej. Zbiórka pod pomnikiem Szwejka na rynku to oczywiście był kolejny pretekst na sesje zdjęciowe i śmiech. Po południu pojechaliśmy na zwiedzanie zamku Krasickich i Sapiechów w Krasiczynie.

Najpierw udało nam się przejść piękny, stary park i obejść trzy razy w około drzewo na szczęście. Co będzie z tego szczęścia? Trudno powiedzieć, bo nasza wędrówka odbyła się w drugą stronę. Za to śmiechu i radości tu też nam nie brakowało. W drodze powrotnej jeszcze zatrzymaliśmy się przy wieży widokowej, a najwytrwalsi turyści oczywiście wyszli na sam jej szczyt.

To była dobra wyprawa, pełna empatii, dobrych słów i wspaniałych wędrowców. To także dobry znak na kolejne wycieczki, bo zacne grono osób, które było z nami w kwietniu już zapowiedziało swój udział w kolejnych wyprawach. Takie wydarzenie z uśmiechem daje nie tylko wrażenia turystyczne, ono daję chęci by tworzyć kolejny projekt, kolejną wyprawę w nieznane!

Dziękuję wszystkim za ten dobrze spędzony czas i do zobaczenia wkrótce!

 

Urszula Rędziniak

Prezes Stowarzyszenia

Zakorzenieni w kulturze