W promieniach jesiennego słońca!

W ostatnią niedzielę września odbyła się kolejna wędrówka zorganizowana przez Stowarzyszenie „Zakorzenieni w kulturze” pod przewodnictwem Majki Zamorskiej.

Jak zawsze, plan wycieczki dopracowany był do ostatniego szczegółu. Prośby o brak deszczu okazały się skuteczne, a włóczęga w jesiennych promieniach słońca była cudna.

Niezastąpiona Majka, nasza wspaniała przewodniczka, poprowadziła nas szlakiem nie do końca znanym, ukazując po drodze piękno ziemi strzyżowskiej i zabytkowe oraz artystyczne miejsca, które ukryte pośród wysokich traw i złotorudych drzew zaskoczyły niejedno spojrzenie. Oczywiście wyruszyliśmy punktualnie spod strzyżowskiej fontanny, zwartą grupą mieszaną i roześmianą w stronę Wisłoka, a tam tuż przed wejściem na kładkę usłyszeliśmy pierwszą wytrawną opowieść Majki!

O czym?

Kto był ten wie, kto nie był być może dowie się niebawem, bo opowieść barwna, w źródłach ukryła swój początek, a jej rozwinięcie niewątpliwie już niebawem stanie się tematem kolejnej wielkiej włóczęgi.

Następnie, niczym amerykańscy kowboje w lekko rozchwianym kroku przekroczyliśmy kładkę opuszczając pogórze strzyżowskie, a już po chwili zachwyciliśmy się pięknem pogórza dynowskiego.

Szlak, jak to u nas w zwyczaju bywa był kręty, nieprzewidywalny i unoszący się raz w górę, raz spadający w dół. Po drodze, dane było nam skosztować pysznych dzikich jabłek, zobaczyć świetny „drewnal”, przydrożne kapliczki i krzyże, które zawsze mają swoją historię.

A droga wiła się wzdłuż Wisłoka, aż Majka zarządziła postój, który rozbawił wszystkich, gdy w pełnym słońcu, na przystanku w Wysokiej Strzyżowskiej zaparkowaliśmy, na dłuższą chwilą. I to jest właśnie magia naszych wypraw, ludzie, którzy potrafią cieszyć się chwilą, i w każdej sytuacji znaleźć pozytywne strony wspólnego spędzenia czasu.

Po przerwie ruszyliśmy żwawo dalej, a tuż przed południem mieliśmy chwilę westchnienia, gdy droga snuła się przed nami po horyzont roztaczając widoki ziemi strzyżowskiej. Zmęczenie trochę nam doskwierało, gdy okazało się, ze wytyczony przeze mnie na mapie kurs – 12 km, był trochę niespójny z zaplanowaną przez naszą Majeczkę ścieżką. I tym sposobem pobiliśmy kolejny rekord, bo w sumie przeszliśmy 18 kilometrów, by w Oparówce posłuchać łemkowskich opowieści, zwiedzić zabytkową cerkwię, a potem w złotych płomieniach liści odpocząć w gospodarstwie agroturystycznym Państwa Anety i Leszka Modliszewskich „Pod Biesiadą”.

Piękna okolica, staw, konie i płonące wesoło ognisko od razu wprowadziło biesiadny nastrój, tym bardziej, że Właściciele czekali już na nas z gorącą herbatą, przypieczoną kiełbasą i wieloma innymi pysznościami, od których uginały się suto zastawione dębowe stoły.

Dopiero wtedy poczuliśmy głód i z radością wszyscy zasiedli do odpoczynku.

Wszyscy, oczywiście oprócz dzieci, które po chwili ponownie nabrały energii i rozpoczęły zabawę na całego! Dzięki uprzejmości Pana Leszka Modliszewskiego, można było zakosztować konnej przejażdżki, a także pokarmić marchewką konie i kuce z hodowli. Ciekawostką jest także fakt, że dzieciaki zapragnęły połowić ryby w stawie, a w efekcie końcowym złapały jedną z nich. Nie wiemy czy ta rybka była złota, i czy spełni choćby jedno życzenia, ale wiemy na pewno, że była to super udana wyprawa!

I dziękujemy Państwu Modliszewskim za prawdziwą biesiadną ucztę, w to piękne niedzielne popołudnie. A jeżeli tylko zima, będzie zimą to wprosimy się tam na kulig!

Późnym popołudniem wróciliśmy pod strzyżowską fontannę autobusem Pana Wiesława Kuta. Dziękujemy, bo na nogach to już się nikomu nie chciało wracać, no chyba, że naszej Majce Zamorskiej. Cieszymy się, że z każdą wycieczką jest nas coraz więcej, że dołączają nowi pasjonaci, którzy chcą w naszym towarzystwie przejść szlakiem niekonwencjonalnej przygody, która za każdym razem, wbrew pozorom znanej mapy, potrafi zaskoczyć, nawet wytrawnych znawców ziemi strzyżowskiej. Dlatego mówiąc do zobaczenia, już dzisiaj zaczynamy wznosić prośby, by w ostatnia niedzielę października pogoda nam sprzyjała!

Do zobaczenia w październiku,  przy fontannie 🙂

Urszula Rędziniak

 

fot. Agnieszka i Dariusz Samolewiczowie

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar