Wiersze dorosłych Laureatów konkursu poetyckiego!

Poetycka twórczość dorosłych  Laureatów I ogólnopolskiego konkursu poetyckiego Pejzaże strzyżowskie tylko u nas w pełnym wymiarze Wszystkich nagrodzonych.

Już wcześniej zaprezentowaliśmy pierwsze efekty konkursu i Laureatów konkursu w grupie do lat 18, a dzisiaj powiew dorosłości w wierszach uczestników grupy II, którzy zostali nagrodzeni i wyróżnieni w  I ogólnopolskim konkursie poetyckim Pejzaże strzyżowskie.

Cieszy nas różnorodność wierszy, ilość uczestników biorących udział w konkursie i ich zainteresowanie nie tylko wśród naszych mieszkańców. Echem rozeszła się wieść i dotarła do najodleglejszych krańców naszego kraju, a to już powód do dumy, a także fakt, że mogliśmy wyróżnić tak duże grono osób, które brało udział w konkursie i nie tylko zamieszkuje ziemię strzyżowską

Obecnie przedstawiamy Wam wszystkich Laureatów w grupie dla dorosłych i ich twórczość, tak aby każdy kto zechce mógł się podelektować poetyckim słowem i zainspirować nie tylko do kreowania wizerunku własnych wierszy, ale także do udziału w kolejnym strzyżowskim konkursie poetyckim.

A teraz zapraszamy Was na spotkanie –  sam na sam z Autorami!

 

Urszula Rędziniak

Fot. Paweł Lasota

 

Cecylia Machoś ze Strzyżowa (Arbusto II)

I miejsce i główna nagroda za zestaw wierszy: Praca Stróża, Wota, Strzyżowskie krajobrazy

Praca Stróża

Anioł Stróż klapnął na moje łóżko

i skrył wstydliwie twarz za poduszką.

 

Widziałam, że był nieco struty.

„Po co wciąż nosisz takie buty?”-

zaczął.

„Szpilki, obcasy niebotyczne

i masz… złamanie całkiem śliczne.

 

Żebyś się chociaż złapała skrzydła,

które podsuwam ci nieustannie…

Czy ci opieka moja już zbrzydła?

I co ja powiem Najświętszej Pannie?!

 

Żebyś chodziła troszeczkę wolniej,

stawiała kroki nieco dostojniej…

Nie! Musisz truchtać ciągle z siatami

i gonić, gonić kilometrami!

 

To teraz sobie tu odpoczniemy,

w kołderkę ciepłą się zawiniemy.

Ty w gipsie nóżkę trochę potrzymasz,

dobrze się zajmie tobą rodzina.

A ja odeśpię te wszystkie chwile,

kiedy ganiałem za tobą tyle”.

 

„Nie, mój kochany” – odrzekłam krótko –

„teraz opiekuj się moją trzódką”.

 

Westchnął mój Anioł, zebrał manatki:

„Oj, nie jest łatwo być Stróżem matki”.

Wota

Matko Boska Strzyżowska

– o twarzy pięknej panny

i oczach stroskanej matki,

– o delikatnej, kruchej postaci

i mocy niszczącej szatana.

 

Przynoszę ci dzisiaj na kolanach wota dziękczynne:

bruzdy ze spracowanych rąk matki,

pot z czoła ojca pochylonego nad rolą,

dobre oczy męża,

ciepło głosu brata,

dźwięczny śmiech dzieci.

 

Powieś je blisko swego serca.

Strzyżowskie krajobrazy

Kiedy  mgła obejmie swym uściskiem ciasno,

kiedy szare i ponure moje miasto,

idę wtedy  nad żarnowski cmentarz w górę,

by ze szczytu pooglądać sobie chmurę.

 

Oświetlona słońcem mgła już nie jest szara,

ale jasna, iskrząca się, śnieżnobiała.

 

I zrozumieć wtedy łatwiej, że Bóg z góry

widzi jaśniej

ludzkie życie,

ludzkie chmury.

Andrzej Gugała z Tułkowic (KOŃ TROJAŃSKI 2017)

II miejsce w konkursie za zestaw wierszy: Gest, Niewierny Tomasz, Przyjaciel

GEST

dostrzegłem wyciągniętą dłoń
świętą i czcigodną
otwartą dla mnie
której łaskawe skinienie
w ogromie miłosierdzia
zastanowić musi

dostrzegłem gest zaproszenia
jedynej szansy
właśnie dla mnie
w specjalnej trosce
o wypełnienie tego
co być musi

Niewierny Tomasz

chciałbym
zapytać
porozmawiać
wyjaśnić wątpliwości
dotknąć nawet
posłuchać
widzieć
być razem
wierzyć

wybacz Chrystusie

to ja
jeden z wielu
współczesny
niewierny Tomasz

Przyjaciel

mógłbym bardzo długo
wpatrywać się
w twe mądre oczy
tyle mówiące
choć szkoda
że mówić nie potrafisz
moglibyśmy godzinami
prowadzić wspólne dyskusje
nad aspektami życia
pewnie nie tylko naszego

twój głos
czasem używany
w specyficzny sposób
ciągle mnie zastanawia

w merdaniu ogona
widzę nie tylko radość
ale też komentarz
otaczającej nas rzeczywistości

daj mi łapę
mój najwierniejszy
przyjacielu

Teresa Paryna z Przemyśla (Daglezja)

III miejsce za zestaw wierszy: Twój program, Trzewiczki Matki Boskiej, Podpatruję

Twój program

Do Świętego Andrzeja Boboli.

Gdy ma się program
nastawiony na wieczność,
nic nie powstrzyma,
nie zawróci z drogi –
ani lęk,
ani ból,
ani śmierć.
Ona ukrzyżowana –
raz na zawsze powstała z martwych !
Dobro i zło na ringu świata
trwa w odwiecznej walce…
Tylko to zdziwienie,
że człowiek przeciwko człowiekowi
może się wzbić
na szczyty nienawiści.
Może się zatracić
w zadawaniu bólu.
Gdy ma się program
nastawiony na miłość –
śmierć,
nawet tak dziko bolesna
jest tylko początkiem.
Straszny jest tylko grzech…

Trzewiczki Matki Boskiej

Wysrebrzyło się żyto,

jęczmień spuścił wąsy –

sierpień idzie polami, miedzami…

Dzień pięknie wykrojony

z zieleni i błękitu –

poezjo, módl się za nami !

 

Jutro Matka Boska Zielna

przejdzie tędy

z naręczem pełnym łask.

Już jarzębiny nanizały czerwień.

Wonne bukiety ziół

gotowe do wzięcia:

rozchodnik, dziurawiec,

wrotycz, krwawnik, mięta…

Wdzięczą się kolorami

astry, mieczyki, dalie.

Malwy  na palcach wypatrują,

trzewiczki Matki Boskiej

czekają…

 

Nie poranisz Panienko

świętych stópek

ostrzami ścierniska,

gdy wyjdziesz kalwaryjskim

naprzeciw…

Podpatruję

Codziennie Cię podpatruję

jak doglądasz wszechświata:

rozpalasz ogniska gwiazd,

wietrzysz prześcieradła mgławic,

orbity planet oliwisz łaską.

 

Jak troskliwy gospodarz

pilnujesz świętego porządku,

by na zakrętach galaktyk

nie doszło do kraksy.

By coś się nie urwało

nie zatarło,

nie spadło…

 

Codziennie ustawiasz zegary

z wskazówkami na wieczność.

Na ekranie nieba

układasz puzzle losów.

I choć święcie w Ciebie wierzę,

powinność śmierci

dźwigam z niedowierzaniem…

Stanisława Kucab ze Strzyżowa (Wiatr)

wyróżnienie za zestaw wierszy

Pocztówka z Ziemi Świętej

Panie

Byliśmy

w Twojej Ziemi

w Galilei, Judei

Samarii

szukaliśmy

Twoich śladów

 

Przemykając

pomiędzy straganami

próżności i pazerności

odbyliśmy

Twoją ostatnią

drogę

 

Nie ma

Sanhedrynu

nie ma Piłata

ani żołdactwa

rzymskiego

 

Sczezł Herod

wraz z rozpasaną

świtą

Tylko

Twoje morze

piękne

trzyma się

jak wtedy

 

Poza tym

nie mamy

Panie

dobrych wieści

Ziemia darowana

Jest

Ziemia Obiecana

kurtyną mgieł

osnuta

złotem słońca

haftowana

scena teatru życia

pokoleń

 

Otoczona falami

wzniesień zielonych

pudełeczkami szczęścia

pokryta

wstęgą wód

opasana

niosących brzemię

ludzkich spraw

 

To ziemia obiecana

i darowana

zarazem

wiejące wiatry

nie robią jej krzywdy

bo wieczna jest

jak pamięć o niej

serdecznym tatuażem

odciśnięta

w sercach jej dzieci

gdziekolwiek są

W kręgu życia

Zimą

dusze umierają

choć są nieśmiertelne

zakopane w kocykach

kołdrach i pierzynach

celebrują agonię

z tęsknoty

za słońcem

światłem

i życiem

 

Z letargu

budzi je oddech

wiosny

i tak ocalałe

chłoną pierwiastki

życia

by kwitnąć

dojrzewać

dożyć kolejnej jesieni

 

A zimą…

wieczny porządek rzeczy

 

Więc skąd niepokój

Że tym razem agonię duszy Twej

nic nie powstrzyma

Wiktor Bochenek z Niebylca (KARATON)

wyróżnienie za wiersz pt. Śladami pokoleń

Śladami pokoleń

Złoty jesienny poranek zdobi strzyżowski rynek

budzące miasto wita

czuwający św. Michał Archanioł

do refleksji skłania pomnik Niepodległości

symbol trwałej pamięci

w oddali błyszczy w słońcu

strzelista wieża kościoła farnego

gorliwie strzeże obrazu Matki Boskiej Strzyżowskiej

opoki konfederatów barskich

Kazimierza Pułaskiego

ufnych w modlitwie wiernych

w zabytkowej synagodze słychać strofy Przybosia

z przebrzmiałym już echem hebrajskich zaśpiewów

w szacownych progach muzeum

zręby historii misternie układa kustosz Leśniak

w mroczną przeszłość wojenną

wchodzimy tunelem schronowym

sieje tam grozę  widmo pociągu sztabowego Hitlera

pośród cienia okazałych parkowych drzew

Zespół Pałacowy Wołkowickich  Konopków

gości ciepłem rodzinnym wychowanków Domu Dziecka

w pobliżu ujścia  Stobnicy do Wisłoka  

wznosi podwoje Dwór Dydyńskich

usłane na wzgórzach strzyżowskie cmentarze

uginają się pod naporem

kamiennych grobowców

opuszczonych macew

niestrudzenie dźwigają brzemiona dziejów

dając świadectwo naszej tożsamości

stąpając śladami minionych pokoleń

poznałem to wielkie dziedzictwo

pełny patriotycznych uniesień

z dumą serce miłością napełniam

radosnym gwarem naszego miasta

Jolanta Pieczek ze Strzyżowa (Nowa 45)

wyróżnienie za zestaw wierszy

Lekko o patriotyzmie

Gdy Cię skusi barwa świata i odkryjesz nowe lądy,

opalając blade ciało zmienisz może swoje sądy,

że nasz kraj, to ciemna jama, że się żyć tu raczej nie da,

że Twój rodak to niedojda, jak się uda, to Cię sprzeda,

że te góry nasze, lasy i to morze nieco zimne,

nie zastąpią rajskiej plaży, słońca, co jest całkiem inne.

Trudno tu nie przyznać racji, bo nasz glob, to istne czary,

lecz czy zdążysz się zachwycić w San Escobar myjąc gary?

Czy po pracy w nocnym klubie, kiedy sen na czoło padnie,

będziesz jeszcze umiał westchnąć „kurczę! Ale tutaj ładnie!”

Szereg nowych możliwości może być na szyi sznurem,

bo jak życiem się zachwycić będąc w maratonie szczurem?

Czy nie lepiej w swojej dziupli wychowywać piskląt stadko,

być przykładem charakteru lub najlepszą Polką-Matką,

bronić świętej demokracji, tolerancji być przykładem,

pielęgnować własny ogród, integrować się z sąsiadem….?

Czy na skyp’ie się przytulisz, pocałunku smak odczujesz,

czy przekażesz ciepło dłoni, z bliskim sercu poobcujesz?

Można chłonąć piękno świata, zwiedzać Ziemię zabytkową,

lecz nie wyrwać swych korzeni, siejąc ziarna w glebę nową.

Takie są mej duszy barwy, taką widzę życia drogę,

zechcesz, pójdziesz nią wraz ze mną, innej wybrać ja nie mogę.

Małe podsumowanie

Odkroiłam już spory kawał danego mi czasu.

Zapinam guziki codziennego płaszcza nie wiedząc,

ile ich jeszcze zostało….

Moje myśli nie są już tylko moje,

porozdawałam je najbliższym, jak amulety wierząc,

że odgonią wszelkie zło.

Zmarszczki, niemi potomkowie minionych emocji,

towarzyszą już nieustannie mojemu spojrzeniu.

Kolejne jubileusze przybiegają do mnie coraz szybciej.

chociaż krew pulsuje jeszcze wartkim nurtem.

Wszystko, co mnie otacza jest spełnieniem.

Barwna poświata mojego miasta trzyma mnie niczym magnes,

a przecież nie pragnę się oderwać.

Chcę być śladem tu i teraz!

Modlitwa

W nieuniknionym splocie dłoni

i w niebywałej pozie ciała

pokornie składam moje troski,

paciorki codzienności scalam.

 

Odmierzam kroki do wieczności,

prostuję, co się pokrzywiło,

wykruszam zakurzone myśli,

chcę spełnić, co się nie spełniło.

 

Nie daję w zamian chyba wiele,

bo nie posiadam, nie gromadzę,

układam pacierz w ciągu zdarzeń,

w rabatę życia kwiaty sadzę.

 

By dobry płomień wnętrze ogrzał

pootwierałam serca ramę.

Ty wiesz, co braknie, co potrzeba,

Coś z tego racz mi dać o Panie.

Małgorzata Borowiec z Radomia (Sierpniowa dziewczyna)

wyróżnienie za zestaw wierszy

Trzy wspomnienia wielkanocne

Wspomnienie pierwsze:

Potoki słońca, pachnący wiatr

i nagłe zaskoczenie białym dywanem

nieśmiałych płatków wiśni  pod czerwonymi pantofelkami,   

albo

piramidki szafirków,

niewycenione złoto żonkili,

zażywne rumieńce tulipanów

w ogródku bladej owdowiałej sąsiadki,

która ma fiołkowe podkowy pod spłakanymi oczyma

w swoją pierwszą samotną Wielkanoc.

 

Wspomnienie drugie:

Radość ze słodyczy baranka rozpływającego się w ustach

i to ściśnięcie serca, gdy matka opowiada niebaśń

o Synu Boga, który umiera na krzyżu.

A potem piękno-smutne śpiewy w kościele

i zawód kobiety okradzionej z koszyczka ze święconką

i śmiech dzieci polewanych przez dziadka taniutką wodą kolońską

w Lany Poniedziałek.

 

Wspomnienie trzecie:

Lawina gorących łez, gdy kończąc „Fausta”,

słyszę wielkanocne dzwony i wiem:

jest odkupienie,

i jest nadzieja.

Dla sąsiadki.

Dla dzieci.

Dla okradzionej.

Dla dziadka.

Dla mnie – tamtej i dzisiejszej.

 

Z każdą Wielkanocą przychodzą

niezawodni towarzysze Piotra,

któremu kur odliczał upadki-

nadzieja i odkupienie.

 

Zobacz ich- jak ja- przez szklane, drżące krople w oczach,

Usłysz w kołataniu sumienia,

Poczuj w skurczu serca.

Nagietki

Twardowski i Staff sławili trawę

za jej wolę przetrwania.

Zgoda, ale waleczne są i nagietki,

namiastki słońca.

Z mocą samokopiowania skromnej doskonałości,

maleńkie zielone fontanny symetrycznych listków

pojawiają  się nagle w różnych miejscach ogrodu.

Pokonują moją furię opętanego wizją ładu ogrodnika.

Ci niezrównani agenci

mają nade mną przewagę.

Niepostrzeżenie zostawiają swoich wyszkolonych następców,

łódeczkowate nasiona.

Te, jak małe arki Noego,

niosą gatunek na Ararat przetrwania.

Będą tu jeszcze długo po mnie

moi mali przyjacioło- wrogowie.

Najpiękniejszy obraz mojej siostry

                                        Jest gdzieś życie piękniejsze od nędzy.

                                        I jest miłość. I ona zwycięży.

 

W pracowni  pachnie znów terpentyna,

więc wchodzę i rozglądam się po białych ścianach.

Na blejtram nabito płótno.

Zarumieniona Madonna, jakby przyłapana na intymności macierzyńskiej sceny,

pochyla się nad obiecującym konturem Syna.

Do plamy Zbawiciela zbliża się zagadkowa podmalówka Jana Chrzciciela.

Dwaj nienamalowani, którzy zmienili świat.

Za nimi zimny, błękitny pejzaż,

opisany, zamknięty i definitywnie skończony.

Malarka oparła obraz o ścianę.

Wiem, że to nie zabieg przeciw wypaczeniu płótna.

Obraz został porzucony,

gdy jej płótnem stały się  prześcieradła, ręczniki i bandaże

tłem – ściany szpitala,

światłocieniem- niepokój i nadzieja.  

Czas kontemplacji zamieniła na czas czuwania.

Nie wróci do obrazu,

Ale nie znam piękniejszego niż ten niedokończony.

Zygmunt Królak z Witolubia (Człowiek z wikliny)

wyróżnienie za wiersz – Szukałem Boga

Szukałem Boga

Szerokim gestem niebo słońcem darzy

Szerokim gestem sieje gwiazdy z góry

Mamy świadomość tej wielkiej dobroci

Nawet gdy niebo przesłaniają chmury

 

Czyli żeby wierzyć nie trzeba oglądać

Nie trzeba palcem rozdrapywać rany

„Coś uczynił innym dla mnie uczyniłeś”

Mówi gdzie się ukrył mój poszukiwany

 

Bo kiedy chciałem odnajdywać Boga

Nie rozumiałem że on na mnie czeka

Nie tylko wewnątrz życiowej świątyni

Ale i w uśmiechu innego człowieka

 

Więc nic że czasem to co najcenniejsze

Chmura zwątpienia przesłonić się stara

Świece dymne złego zasłoną dla oczu

Ale ją przenika nasza ludzka wiara

 

Wiara która krzyże stawia na Giewoncie

Która kiedy zechce te góry przenosi

Jako przewodnik w drodze do edenu  

O miłość ludzi do ludzi nas prosi

 

Bowiem owa miłość z wiarą i nadzieją

Czynią że człowiek złe na dobre zmienia

– Błogosławieni którzy nie widzieli

A wierzą w niebo mimo zachmurzenia

Krzysztof Martwicki z Płońska

wyróżnienie  Poetki, Członka Związku Literatów Polskich, Pani Zdzisławy Górskiej za zestaw 3 wierszy

Piłat z Tarragony

El lloc és per arturar-s’hi una mica

i somniar smb la Tarragona romana

fundata per Publi Corneli Escipió

(218 aC)

 

urodziłeś się żeby umyć ręce

akurat wtedy

kiedy była jeszcze szansa

by nie umarł Bóg

 

podobno urodziłeś się tu

gdzie zielonymi stopami

wbiega w morze Rambla Nova

a w skorupie theatrum

kamienie szepczą wersy Ajschylosa

i jest tak cicho

że nie wypada już pytać

co to jest prawda

 

tu dziś dwoje kłóci się po katalońsku

słyszę choć nie wiem kto ma rację

może akurat tyle trzeba rozumieć

i tylko słuchać i słyszeć

 

kto wie co by się stało

gdybyś wtedy Poncjuszu

w ten kwietniowy dzień nizan

nie zląkł się Cezara

co by zrobił Bóg

którego zobaczyłeś chyba

w oczach Jeshui Ibn Nasaret

jak by umarł

Tarragona, 17.07.1995 r.

Marta Ciosek z Wiśniowej (Pozytywka)

wyróżnienie Dyrektora Biblioteki Publicznej Gminy i Miasta w Strzyżowie, Pani Marty Utnickiej za zestaw 3 wierszy

Czasami

Są takie słowa

które pozostają

w pamięci wyryte jak w skale

są małe gesty

które  więcej znaczą

niż obietnic morza całe

są takie chwile

kiedy  niebo z ziemią

zamieniają się miejscami

byśmy poczuli że nawet cuda

zdarzają się

czasami

Po coś

Każdy gest  każde słowo

jest po coś

wszystko w życiu ma jakiś sens

każdy człowiek spotkany po drodze

każdy uśmiech spojrzenie

czy gniew

 

po coś wstajesz codziennie rano

po coś krzyczysz nocą przez sen

po coś śmiechem innych zarażasz

po coś milczysz lub ocierasz znów łzę

 

nie rozmyślaj zbyt  długo nad sensem

bo ukryte ma plany nasz Pan

żyj w zgodzie z innymi i ze sobą

ciesz się życiem

które po coś trwa

Zmęczony Bóg

Zmęczony już jesteś wszechobecny Boże

od nadmiaru spraw które wciąż ogarniasz

Ty nie możesz jak ja położyć się spać

zostawić choć na chwilę ten nasz ziemski rozgardiasz
codziennie ktoś prosi zadaje pytania

wszczyna wojny ma ciągłe pretensje

a Ty ciągle jesteś a Ty ciągle trwasz

całe dnie i noce bezsenne

 

gdybyś tylko chciał mógłbyś przecież stworzyć

ten świat zupełnie od nowa

lepszy i piękniejszy bez gniewu i łez

świat miłości pełen i dobra

 

gdzie człowiek na nowo człowiekiem by był

i znał swoje miejsce na ziemi

wtedy kiedy trzeba potrafił zgiąć kark

i z innymi potrafił się dzielić

 

lecz Ty Panie Boże kochasz ten swój świat

miłością nie zawsze wzajemną

uczysz nas jak kochać mimo wad i ran

z cierpliwością  zaiste nieziemską

Agnieszka Kostuch z Trzebinii (Zacheusz)

wyróżnienie za wiersz pt. Modlitwa Dziadka Joachima

Modlitwa Dziadka Joachima

                                                       chorującym na SM

 

Znałam dom, którego sercem był piec kaflowy.

Zimne, śliskie kafle rozgrzewały się za sprawą dłoni Dziadka.

Każdego mroźnego poranka klękał na bezwładnych nogach

przed żeliwnymi drzwiczkami jak przed ikoną.

Pogrzebaczem przeganiał złe duchy i

ożywiał ogniem duszę pieca.

 

To była najgorętsza modlitwa, jaką znałam.

Ponad trzydzieści lat bolesnych tajemnic

odmówionych bez słów.

 

Droga krzyżowa na kolanach.

Jedną ze stacji była piwnica, do której

zsuwał się po stromych, kamiennych schodach

i po których wciągał ciężką węglarkę na górę.

Taka była cena ciepła tamtego domu.

 

Po śmierci Dziadka

dom został zrównany z ziemią.

Jego ogień wciąż modli się

we mnie.

 

14.06.2017r.

Dodaj komentarz

avatar