27 sierpnia 2017 r.
może czyjeś urodziny, może rocznica, może jakiś Józef, Monika czy Cezary świętują?
Może.
A dla blisko trzydziestki krewnych i znajomych Królika- w tym wypadku prezesa Fundacji na Rzecz Rozwoju Kultury Ziemi Strzyżowskiej pani Uli Rędziniak – pierwsze wspólne wyjście na trasę Strzyżowskiego Pierścienia Turystycznego. Niebo ogłaszało wszem i wobec nasze wyjście przez około godzinę bijąc w niebieskie tarabany i z lekka myjąc ziemię, żebyśmy mogli w pełni napawać się jej urodą. Wyruszyliśmy spod fontanny na rynku ok. 9 – tej, przez kładkę, wzdłuż ogródków Relax, potem w górę do ulicy Zielonej, którą przeciąwszy, skręciliśmy w Sadową ( jakie tam są piękne domy) i na tym skończyła się część spacerowa naszego wyjścia.
Nasza przewodniczka – nieoceniona pani Majka Zamorska zaproponowała nam trasę najczęściej w górę po trawach do kostek i po głowę, wśród kwitnącej polskiej mimozy, pod laskami czy „krzokami” na przykład Maćkowymi. Wędrowaliśmy Józkowymi polami, szliśmy w poprzek strumyczków, wzdłuż domów opuszczonych i zamieszkałych, słuchając o każdym z mijanych miejsc opowieści o ludziach i zdarzeniach. Wszystkie frapujące, więc sama nie wiem czy wolno mi w szczegółach wspominać, bo to dla mnie rzeczy nigdy niesłyszane więc mogłabym coś pomylić. Było o domu zazdrosnego męża, o pani co na grzyby chodziła a one jej same naprzeciw wychodziły, o miejscu, z którego zjechała ziemia, o okolicach, w których rośnie najlepszy czarny bez na nalewki i konfitury, o kapliczce św. Kingi i historii jej fundatorki, o krzyżu przy cmentarzu cholerycznym ze zbiorowymi mogiłami około 1000 mieszkańców Brzeżanki i Wysokiej, o Zamieszańcach, Bojkach i Łemkach oraz o różnicach między tymi nacjami…
Były opowieści o planach i zamierzeniach dotyczących rozwoju tras Pierścienia( ach, co za cudowna nazwa), były zwykłe pogwarki między sobą i z ludźmi spotykanymi po drodze. Niezwykłe, choć zwyczajne spotkania, bajeczna uroda miejsc, życzliwość między sobą, która stanowiła jakby miodne spoiwo. Cóż powiedzieć: nie żałuję jednego kroku postawionego na tej ponad 15 – sto kilometrowej eskapadzie i nie mogę doczekać się kolejnej.
Urszula Wojnarowska-Curyło
















