Pierwszy „Turystyczny pierścień Strzyżowa” za nami.

Wszyscy z uśmiechem na ustach wyruszyli spod strzyżowskiej fontanny na pierwszą wielką włóczęgę. Grupa (prawie 30 osobowa) z bohaterską miną podjęła pierwsze kroki Wielkiej Włóczęgi, tak naprawdę nie wiedząc co dokładnie może ich spotkać.

I to właśnie było najbardziej ekscytujące, ta niewiadoma…

Nasz przewodnik Majka Zamorska również została poddana próbie niewiadomej, gdyż jak sama później stwierdziła „Ludzie, którzy udali się na tę wyprawę byli  w większości jej nieznani” i nie widziała czy i jak zniosą trudy wyprawy.

Niby nic, niby niewiele, trochę górek strzyżowskiej ziemi, a jednak dla wszystkich poza naszą Panią przewodnik, trasa okazała się wyprawą niespodzianką. Nie było trudno, ani łatwo, każdy pot z czoła dyskretnie ocierał, a barwne opowieści Majki Zamorskiej słuchane były z zapartym tchem.

Do Zacisza Czarna Owca wiodła nas kręta droga przez lasy i łąki, górą i doliną, takim szlakiem zaplecionym jak tej ziemi uroda.

Było pięknie, słońce dodatkowo ubarwiło drogę, promieniami pieszcząc czule przyrodę i nasze ciała. Już po kilku stąpnięciach uczestniczy zaczęli integrację, wiec nim dotarliśmy do pierwszego półleżącego postoju zacne grono już się poznało na tyle, że żarty i śmiech zaczęły dodatkowo urozmaicać naszą wędrówkę.

Krok za krokiem, stopa za stopą, godzina za godziną, zbliżaliśmy się do głównego miejsca postoju. I już wydawało się, że za momencik będziemy na miejscu, gdy Majka Zamorska z iście wszystkim znaną łagodnością zarządziła zejście w boczną drogę. Niby nie daleko niby tylko 350 metrów polnej drogi, a jednak… gdy bolą nogi… część piechurów bunt podniosła i na rozstaju postanowiła zostać!

Wytrwali ruszyli z kopyta drogą w dół i po chwili stanęli w polu tuż przy kapliczce postawionej dla św. Kingi w imieniu imienniczki Kingi, w podzięce i dla ochrony. Niebywałej urody kapliczka przyciągnęła jednak wszystkich i tych opornych i zapalonych, a potem każdy z zachwytem podziwiał dzieło, które w polnej głuszy i Ty możesz spotkać. Ciebie też wzruszy!

Powrotna droga do góry wiodła, wiec grupa deko ciężko sapała, lecz potem wiatr od zachodu powiał i dodał siły oraz werwy chodu. Lekko dmuchając, dla ochłody, poniósł grupę pod góry schody, by na szczycie w ciszy i skupieniu wysłuchać historii o cholerycznym cierpieniu.

Potem to już było z górki, bo ponad połowa drogi za nami, lecz droga kręta niejednemu dała się we znaki.

I już Pani prezes prawie się poddała, gdy Czarną Owcę przed nosem ujrzała, a tam…

…dym z ogniska snuł się zalotnie, a suto zastawione stoły kusiły ochotnie.

Zasiedli wędrowcy spragnieni lecz radośni, jeden nalał kielich, drugi zaprosił w gości, kiełbasę w ogień wrzucili, wodę polali, a sok wypili, by po chwili w rozmowie i śpiewie, rozkoszować się wolnością,  chwilą dla siebie.
Miły to czas i chwila wytchnienia, a potem był powrót…

Łącznie przeszliśmy ponad 15 km, i już snujemy plany, mamy kolejne marzenia, kiedyś o nich opowiemy, a tym co z nami chcą wędrować mówimy, ot tak z radością

– Do zobaczenia!

 fot. Urszula Rędziniak, Agnieszka Samolewicz

2 Responses

  • Ula…ja wspominam wycieczkę z wielkim uniesieniem,,,cieszę się ..że mnie przygarnęłaś chociaż jestem z innej gminy,,,co prawda z zaprzyjaźnionej i sąsiedniej…i mam nadzieję, że mnie zabierzesz na kolejną wyprawę….na którą już czekam. Dzięki… za miłe towarzystwo i piękne widoki…..takie bliskie ….a nieznane. Mojej Lidusi też dziękuję.

  • To jest Fundacja Ziemi Strzyżowskiej więc się tu zmieści każdy jej mieszkaniec Mariolu 🙂

    Zapraszamy na kolejne wycieczki i nie tylko 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *