„Skarby Strzyżowian” czyli niedzielne popołudnie wspomnień

Wywołane przez autorkę tego spotkania i wystawy– Urszulę Wojnarowską-Curyło, która zaprosiła nas po raz drugi w dniu 6 października br., do sali w Domu Parafialnym. Tym razem do obejrzenia „Skarbów Strzyżowian”. Były też diamenty rozsypane hojnie po falach błękitnej wyobraźni i bardzo potrzebna obecność i słowa proboszcza naszej Fary Ks. Jana Wolaka i Ks. Karola, którzy wytrwali do końca spotkania.

Subtelna aura udzieliła się licznym słuchaczom i widzom. Pomysł polegał na uruchomieniu wspomnień i uczuciowych związków z rzeczami, do których mamy sentyment nie przez ich wartość materialną, ale uczuciową.

Najczęściej są pamiątką po kimś drogim, są przekazywane z pokolenia na pokolenia i stąd ich aura wspomnieniowa wzrasta. Są to niebywałe pamiątki po przodkach, ponad stuletnie, zachowane pieczołowicie wraz z pamięcią o osobach, niekiedy znanych tylko z fotografii, opowiadań rodzinnych lub z zachowanych przedmiotów.

Na potwierdzenie słuszności takich spotkań punktualnie o godz. 16-tej zaczęły bić stojące na wystawie pamiątkowe zegary. Jeden z zegarów potrafił wygrać melodyjny kurant. Zrobiło się blisko do siebie, jak w odległym czasie wspominanych dworków i wielopokoleniowych rodzin zebranych przy herbacie w każde niedzielne popołudnie!

Płynęły słoneczne minuty pamięcią o rzeczach, zjawiskach, pochodzeniu nazwisk czy znaczeniu słów już zadomowionych w polskim języku, pochodzących z języka niemieckiego. Te ciekawe spostrzeżenia językowe przygotowała i odkryła przed licznie zebranymi gośćmi Małgorzata Sołtys. Jako że osadnictwo na tych ziemiach w pierwszych wiekach państwowości polskiej opierało się na prawie niemieckim /stąd te duże rynki w naszych miastach, które czynią miasto przestrzennym i zbliżają ludzi /handel, targi, jarmarki, uroczystości wszelkie/. Z historycznych źródeł z XI czy XII wieku wynika niezbicie, że nasz wierny Wisłok był granicą z Rusią Kijowską jeszcze za Bolesława Chrobrego, czyli obecne Gbiska to była ówczesna Ruś. Na ciekawej historycznie ziemi żyjemy. Potwierdził to obecny na spotkaniu Pan Piotr Szopa – historyk z rzeszowskiego IPN.

Poznaliśmy również znaczenie słów, które wyszły z użycia, a pozostały jedynie w pamięci nielicznych osób. Słowa te rozpięte na czerwonych planszach przypominały życie i minione czasy. O tym wszystkim, co łączy ludzi, o języku, słowach, o przeszłości, pamięci, sentymentach opowiadała z wdziękiem autorka pomysłu Urszula Wojnarowska – Curyło, komentował lekkim dowcipem szanowny małżonek. Na tej wystawie mogłam zaprezentować zdjęcie ślubne babci i dziadka z 1906 roku z USA /113 lat temu!/, zachowany portret dziadka jeszcze z czasów zaboru austriackiego, liczący ok. 104 lata i koleje losu rodziny podczas I wojny.

Po trudnych losach dwóch wojen oboje spoczywają na cmentarzu w Strzyżowie. Nam zostaje tylko pamięć i szacunek dla tych, którzy byli przed nami i przekazywanie jej następnym pokoleniom. To spotkanie bardzo naturalne, pogodne, niewymuszone, eksponaty pełne sentymentów wypożyczone tylko na jedno otwarcie, na pełne 2 godziny rozmów i słownej projekcji o dobroci, łagodności, pamięci, przeszłości zawładnęły słuchaczami zupełnie.

Wystawa trwająca dwie godziny daje jednak zainteresowanym lokalne poczucie tożsamości.

Dlaczego tak krótko?

Aby stanowiła niedosyt i była nie do powtórzenia. Podczas tej projekcji nikt nie spojrzał na ekran smartfona, to sukces prowadzącej i organizatorki wystawy i spotkania, członkini Stowarzyszenia „Zakorzenieni w kulturze” – Urszuli Wojnarowskiej Curyło. Obecność prezes Stowarzyszenia Urszuli Rędziniak z uśmiechem i aprobatą dodawało pewności prowadzącym i obecnym. Za rok, również w październiku spodziewamy się następnego, oryginalnego pomysłu i spotkania. Dodam, że zaproszeń nie trzeba, wystarczy wysłuchać ogłoszeń parafialnych i przyjść.

Zdzisława Górska

10.10.2019

Zdjęcia: Andrzej Haligowski

Dodaj komentarz

avatar